Szczecin uwierzył w ducha, a właściwie w duszka! - recenzja "Zamkowych opowieści duszka Bogusia"
Mimo że powoli kończą się wakacje, nie należy zapominać o możliwościach poznawania własnego miasta, zwłaszcza z dziećmi. Dzisiaj opiszę Wam swoje wrażenia po lekturze pierwszej książki Moniki Wilczyńskiej (autorki m.in. „Kocim pazurem pisane”), będącej zbiorem szczecińskich legend dla dzieci pt. „Zamkowe opowieści duszka Bogusia”.
Na szczecińskim rynku znajduje się kilka pozycji poświęconych tej tematyce – dla dzieci spisuje legendy m.in. Małgorzata Duda, dorosłemu czytelnikowi prezentuje je Jarosław Kociuba. Jednak najlepszą propozycją dla dzieci jest właśnie książka Moniki Wilczyńskiej. Dlaczego? Jest to spowodowane kilkoma ważnymi elementami tego zbioru. Najpierwszym i najważniejszym z nich jest prowadzenie opowieści. Motorem napędowym historii jest ciekawość dziecka, chłopca Adasia, który czekając na zakończenie pracy przez mamę, spaceruje po korytarzach Zamku Książąt Pomorskich, zaglądając w jego zakamarki i szukając owianych legendą duchów, które każdy zamek przecież powinien posiadać. W innym wypadku – przynajmniej w mniemaniu Adasia – będzie to budowla bez duszy i niezbędnej tajemnicy. Na szczęście dla Adasia ów duch, a właściwie duszek, bo tytułowy Boguś jest kimś w rodzaju psotnego poltergeista, zamieszkuje książęcą rezydencję i postanawia wprowadzić chłopca w szczecińskie arkana. Właśnie postać Adasia, ale również i Bogusia, czyni tę książkę niezwykle przyciągającą dla dzieci. Nie otrzymują one li tylko dobrze opowiedzianej legendy, ale i kogoś, z kim mogą się utożsamić – dziecko z naturalną skłonnością do zaspokajania swojej ciekawości. Dodatkowo w tej historii archetyp eksperta zrealizowany jest nie w postaci mędrca, czy światłej kobiety, a kogoś w emocjonalnym wieku Adasia. Celowo piszę „emocjonalnym”, bowiem sam duszek ma ponoć wiele, wiele, wiele lat. I właśnie ta emocjonalność przyciąga dzieci do Bogusia. Jest to kolejna postać, z którą można się utożsamić. Duszek nie tylko psoci, ale i zna wiele historii, często magicznych, a które z dzieci nie lubi fantazjować o posiadaniu magicznych mocy i możliwości chociażby latania? Postać Bogusia ma za zadanie uzmysłowić dzieciom, że wiedza – zwłaszcza historyczna – jest przydatna w życiu, ponieważ uczy nas i ostrzega przed pułapkami teraźniejszości. Boguś w swoich legendach przestrzega nas przed nadmierną pychą, nad brakiem litości wobec pokrzywdzonych lub siłą niebezpiecznych żartów. I wszystko to w krótkich legendach, nieraz celowo złagodzonych w opisie z uwagi na młodego odbiorcę.
Od Moniki Wilczyńskiej dostajemy dziesięć opowieści/spotkań z Bogusiem, który za każdym razem w przystępny sposób serwuje nam jakąś dawkę wiedzy. Dodatkowo wprowadza w swoje opowieści trudne słowa, które od razu tłumaczy, by mały Adaś (jak i czytelnicy) zrozumiał. Każdy rozdział jest krótki na tyle, by dziecko nie tylko samodzielnie mogło go przeczytać, ale i aby rodzic, nie wysilając się, przeczytał na głos swojej pociesze. Nie ważne, czy zrobi to na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie, czy w łóżku na dobranoc. Ważne, by zrobił to razem z dzieckiem, jeśli ono o to prosi. Dodatkowo takie czytanki napędzają chęć odkrycia nowych zakamarków Zamku przez dzieci, bowiem czy nie lepiej jest spojrzeć na te wiekowe mury z nową wiedzą?
Na szczęście wszystkie opowiedziane legendy nie dotyczą jedynie samego Zamku i jego tajemnic. Duszek zabiera nas w podróż po okolicach zamku, a nawet na drugą stronę miasta, by poznać inną nadprzyrodzoną postać. W ten sposób dziecko dowiaduje się, że okolica, w której żyje, jest magiczna albo przynajmniej posiada fantastyczną otoczkę. Może stać się dumne ze swojego miasta, a w przyszłości uznać, że nie warto z niego wyjeżdżać albo że na pewno należy do niego wrócić, jeśli koleje losu, związane np. z wyższą edukacją, skierują je poza Szczecin. Przedszkola czy szkoły mogą z powodzeniem wykorzystywać tę książkę w ramach edukacji patriotycznej, bowiem jakkolwiek legenda o Smoku Wawelskim jest kusząca i ciekawa, to nim rodzic z dziećmi wyruszy do Krakowa, może z dziesięć razy spojrzeć na szczeciński dziedziniec zamkowy, by odnaleźć ducha Sydonii von Borck.
Drugie wydanie tej książki zawiera w sobie przepiękne ilustracje autorstwa Doroty Wojciechowskiej. Co ciekawe nie są one bardzo…bajkowe. Nie atakują nas mnogością kolorów, nie krzyczą do nas z kartek, nie! One sugestywnie opowiadają nam historię o intymności legendy i relacji między bohaterami. Sam duszek ma coś w sobie z komicznego putty, grubego aniołka o dziecięcych rysach. W takiej formie jest znacznie sympatyczniejszy (i mniej straszny) niż gdyby miał to być duch co się zowie rodem z „Opowieści wigilijnej”. Jego krągłości pięknie komponują się z wieloma innymi owalnymi kształtami obecnymi w ilustracjach, sugerując nam księżyc i jego tajemniczość. W końcu duchy podobno widać głównie nocą, przy srebrnym świetle ziemskiego satelity, a przecież wtedy legendarne opowieści „smakują” najlepiej. Ilustratorka operuje małą paletą barw, co dodaje tym grafikom nie tylko szlachetności, ale i współczesności, przyzwyczajając małych czytelników do sztuki współczesnej i panujących w niej trendów. Nie odciągają one od samej fabuły książki, lecz wręcz przeciwnie – współgrają z nią, dając oglądającym czas do namysłu i zmiany oglądanego obiektu. Nasze oczy na pewno nam za to podziękują.
Choć drugie wydanie książki wyszło w 2021 r. (pierwsze w 2017), to nie straciło ono nic na swojej atrakcyjności. Te legendy nadal przyciągają dzieci do historii Szczecina, pomagają im budować tożsamość oraz są iskrą, która zachęca do dalszego poszukiwania tajemnic perły Pomorza Zachodniego. Mimo iż autorka zapiera się, że „etap Bogusia” ma już za sobą i że nie zamierza kontynuować tej literackiej przygody, szczerzę liczę na kolejne historie z duszkiem w tle, lecz z już starszym Adasiem, który posiadając jako taką wiedzę o historii Polski, postanawia lepiej przyjrzeć się szalonej historii Szczecina i jego nowej odsłonie w granicach Polski. W końcu nie jeden legendziarz czy legendziarka dałby jakiemuś autorowi lub autorce materiały do pracy. Teraz byłoby trzeba przekuć to w opowieść o Adamie. A może Adzie?
Książkę ukazała się nakładem Wydawnictwa Bis.




Komentarze
Prześlij komentarz