Nie takie pszczoły straszne, jak je malują - recenzja "Bzzz! Na skrzydłach przygody!"
Nie trzeba Einsteina, by mądrze mówić o pszczołach. I choć słynne zdanie, że „Wraz ze śmiercią ostatniej pszczoły, ludzkości zostały cztery lata” nadal jest fizykowi przypisywane, na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej pozycji przekonujących dzieci, młodzież, a nawet dorosłych, że znane nam ekosystemy bez pszczół najzwyczajniej wymrą. Nie będzie to śmierć z dnia na dzień, przyroda tak nie działa, jednak będzie to kamień milowy, za którym znajduje się już tylko przepaść.
Książka Mai Szaneckiej – Żołdak pt. „Bzzz! Na skrzydłach przygody!” po trosze wpisuje się w tę przepowiednię. Wydana przez Wydawnictwo Skrzat zwraca uwagę na wagę pracy pszczół (nie tylko miodnych) w naszej najbliższej okolicy. Jednak czy ta pozycja dla nieco starszych dzieci (lub młodszej młodzieży), to po prostu zbeletryzowana pszczela Apokalipsa? Na szczęście nie! Tak naprawdę autorka prezentuje nam coś w gatunku pszczelej epopei. Dla czytelników o słabszej pamięci przypomnę, że sercem epopei jest ukazanie losów głównych bohaterów na tle ważnych wydarzeń historycznych dla konkretnej społeczności. Tutaj tą społecznością jest rój pszczół. Znalazł się w tarapatach i musi odnaleźć nowe miejsce do zasiedlenia. W centrum tych pszczelich wydarzeń znajduje się dziewczyna, jedenastoletnia Alicja, która pod postacią pszczoły musi odpracować swoje grzechy i pomóc Królowej znaleźć nowy dom.
Imię głównej bohaterki nie jest tutaj przypadkowe. Autorka świadomie nawiązuje do „Alicji w Krainie Czarów”, bowiem podobnie jak bohaterka powieści Carrolla, pszczela Alicja zostaje wrzucona w magiczny świat (tym razem owadów) i spotyka na swojej drodze różne, często sprzeczne punkty widzenia świata. Nasza Alicja nie dość, że ma problem ze swoją nową, pszczelą tożsamością, to jeszcze ma poważne problemy w domu - mama miała wypadek i leży w szpitalu. Jej tato, choć sympatyczny, nie do końca ogarnia prowadzenie gospodarstwa domowego w sytuacji kryzysowej, a już zwłaszcza gdy dodatkowo samodzielnie musi opiekować się czwórką dzieci (tak, Alicja ma troje rodzeństwa!). Szczęście, że starsi brat i siostra wiedzą, jak zrobić kolację lub pranie, bo inaczej Alicja nie tylko nie miałaby co do ust włożyć, ale również, w co się ubrać. Gdyby tego było mało, Alicja leży chora w łóżku, bo użądliła ją pszczoła, i ma na sobie coś w rodzaju pszczelej klątwy – gdy zasypia, przenosi się do owadziego ciałka. W tym pszczelim świecie poznaje nie tylko hierarchię roju, ale również inne owady i ich punkty widzenia na świat przyrody.
W tej pszczelej „epopei” autorka zawarła mnóstwo, naprawdę mnóstwo, ciekawostek o życiu pszczół miodnych oraz innych owadów i, co ważne, kluczowy w jej powieści jest owadzi punkt widzenia na ludzkość. Dodatkowo poznajemy różne rodzaje społeczeństw owadów i prawa, jakimi się rządzą. Alicja wychowana w demokratycznym społeczeństwie, w którym ceni się indywidualność i wyjątkowość, zostaje wciągnięta w świat bądź co bądź autorytarny, gdzie wypróbowane metody i narzędzia ewoluują bardzo powoli. Musi się dostosować do tego świata, bo inaczej zostanie z niego skreślona i skazana na banicję. Na szczęście brutalność świata przyrody jest tutaj opowiedziana w sposób delikatny i z poszanowaniem dla wrażliwości młodego czytelnika. Nie zrażą się oni do tego świata, ponieważ poznają i zrozumieją go od podszewki. Zobaczą, że wszystko, co robią owady, jest racjonalne i sprawdzone, i pozwoliło niejednej społeczności przetrwać. Jednak, jak sugerowałem, dyscyplina i poszanowanie hierarchii jest wymagane, by przetrwała społeczność a nie poszczególna jednostka. Lękliwa z początku Alicja z biegiem fabuły nabiera odwagi do proponowania działań niestandardowych, byle tylko rój przetrwał. Zdaje sobie sprawę, że jest pojedynczą istotką, która w roju niewiele znaczy, jednak jej decyzje i działania mogą zaważyć o przetrwaniu całego roju. Stąd zresztą moje skojarzenie tej książki z epopeją.
Oczywiście najważniejszym pytaniem jest, do kogo kierowana jest ta książka? Kto powinien być jej odbiorcą? Na pewno starsze dzieci (młodsza młodzież?) zbliżające się wiekiem do głównej bohaterki – jedenaście lat. Choć główną bohaterką jest dziewczyna, chłopakom też powinna ta powieść przypaść do gustu, ponieważ roi się w niej od przygód i heroicznych (jak na pszczoły) działań. Rzecz jasna zainteresowanie przyrodą czy po prostu owadami będzie w odbiorze pomocne, jednakże lektura tej książki może też pomóc dzieciom, które owadów się boją. Chcąc oswoić swoją pociechę z małymi, bzyczącymi mieszkańcami naszych okolic, można wraz z nią czytać tę książkę, serwując w ten sposób nie tylko dobrą dawkę wiedzy, ale również pozytywnych emocji i racjonalnych odpowiedzi. Dziecko dowie się, jak powinno zachować się w towarzystwie pszczoły czy osy, i że w gruncie rzeczy te owady nie są nami zainteresowane. Dzieci samodzielnie czytające, nie odrzucą tej lektury od razu w kąt, ponieważ litery są duże (czyli według milusińskich - mniej do czytania), ale również rozdziały krótkie, co pozwala sobie spokojnie dozować kolejne strony i gładko zbliżać się do finału opowieści. Dodatkowo w książce znajdują się też ilustracje, które wspomagają proces czytelniczy i nakierowują wyobraźnię na odpowiednie tory. Oprawa ilustracyjna jest przyjemną, powiedziałbym nawet że słodka. Zapewne po to by nie atakować czytelniczek i czytelników brutalnością świata natury i surową naukowością. Już sama okładka przyciąga wzrok mnogością kolorów, sugerując barwną przygodę wewnątrz książki.
Dużym atutem jest też fantastyczność tego owadziego świata – mamy tu bowiem pszczelą klątwę, rozmawiające ze sobą insekty różnych gatunków, a nawet posiadającą magiczne zdolności Królową Motyli. Nie powiedziałbym, że jest to powieść fantasy, w żadnym wypadku, choć niektóre fragmenty kojarzyły mi się z „Hobbitem, czyli tam i z powrotem” Tolkiena. Magia nie jest stawiana na pierwszym miejscu w tej powieści. Wręcz powiem, że jest bardzo szczątkowa. Widać, że autorka obrała sobie za cel przede wszystkim zaznajomić czytelniczki i czytelników z owadzim światem, sfabularyzować i spopularyzować wiedzę o pszczołach, a nie zaczarować i „umagicznić” świat przyrody. Dlatego wierzę, że "Bzzz! Na skrzydłach przygody” to dobra i mądra pozycja dla dzieci i młodzieży, którzy albo są zainteresowani pszczołami, albo powinni się nimi zainteresować z uwagi np. na swój lęk przed owadami lub zwyczajnym, dziecięcym zainteresowaniem światem przyrody i jego tajnikami.
Mam pewien zarzut wobec tej książki – zakończenie. Zbyt szybko następuje, co spowodowało u mnie niedosyt czytelniczy. Wiem, że książki dla dzieci i młodzieży rządzą się swoimi prawami (chociażby wydawniczymi), jednak z przyjemnością dłużej popatrzyłbym na świat pszczół oczami Alicji i innych owadów. Oczywiście oznaczałoby to więcej kłopotów dla niej, jednak kto z nas nie lubi, jak główne bohaterki czy bohaterowie stawiają czoła kłopotom? Przecież to jest siła napędowa opowiadanej historii. Reasumując, powieść Mai Szaneckiej – Żołdak to mądre i odpowiedzialne wprowadzenie dzieci w świat przyrody ze szczególnym naciskiem na owady. Czytelnicy nie tylko dowiedzą się z niej mnóstwa pszczelich praw, ale dodatkowo zracjonalizują swoje lęki wobec owadów oraz przeżyją sympatyczną przygodę w tym barwnym mikroświecie. A jak powiadał Gucio, przyjaciel pszczółki Mai: „Stare przysłowie pszczół mówi: Kto ma pszczoły, ten ma świat wesoły”.




Komentarze
Prześlij komentarz