Posty

Pingwin, październik i przyroda

Obraz
Tegoroczny październik minął mi pod znakiem edukacji na rzecz środowiska. Miałem przyjemność wziąć udział w projekcie organizowanym przez Żeglugę Szczecińską pod nazwą „Misja Dzieci – Szczecin bez śmieci”. Niemalże codziennie witałem do jednego ze szczecińskich przedszkoli lub szkoły podstawowej z krótkim programem artystycznym – bajką ekologiczną o Pingwinie Pingo wydanej przez Wydawnictwo Kokoszka – następnie organizowałem zabawy z recyklingiem (chusta Klanza bardzo dobrze sprawdza się w roli maty do popularnego Twistera), by ostatecznie wyjść z uczestniczkami i uczestnikami w miasto lub w okolicę szkoły, by tam zebrać jak największą górę śmieci. Oczywiście i tutaj nie mogło zabraknąć zabawy – dzieci dzięki swojemu wzrostowi lepiej widzą, co dzieje się w różnej wielkości krzakach, niskich drzewostanach czy w niedostępnych dorosłemu zaułkach. Przedszkolaki uwielbiały prześcigać się na ilość zebranych śmieci, ale już uczniowie i uczennice szkół podstawowych stawiali na jakość i orygi...

Moje Japan Festy

Obraz
Już dwukrotnie miałem okazję brać udział w Japan Feście organizowanym przez Szczeciński Klub Azji. Za pierwszym razem – w 2022 r. – jako członek Stowarzyszenia Chowaniec, w tym roku już jako Indiana Wons. Za każdym razem uczę się tam czegoś nowego. I nie chodzi tutaj o zapoznanie z jakimiś tajnikami japońskiej kultury czy sztuki. Ani również o niezwykle modny temat anime lub mangi. Uczę się, jak ludziom (zarówno dzieciom jak i dorosłym) potrzebna jest chwila wytchnienia i bajki.  Kamishibajanie z Chowańcem W latach 90. XX w. popkultura japońskia wkroczyła z przytupem na polskie podwórko. Zaczęło się oczywiście od seriali animowanych takich jak „Kapitan Tsubasa” czy „Yattaman”. Później świat zwariował na punkcie „Czarodziejki z Księżyca” (byłem tą z Merkurego), tamagochi (pamiętam, że sam miałem ich kilka!), zaczęły pojawiać się mangi, czasopisma dla japonofilów (barwne „Kawaii”), gry karciane na bazie anime – Digimony, Pokemony – słowem ryż, mydło i powidło. Wszystko zaczęło do nas...

Biblioteczka z Wonsem - Wciąż Czerwony Kapturek

Obraz
Wersji historii o Czerwonym Kapturku powstają setki jeśli nie tysiące. Ta dosyć prosta baśń o podróży małej dziewczynki przez ciemny las do schorowanej Babci od lat ma uczy dzieci o pożytkach ze słuchania rodziców i nie rozmawiania z obcymi. Któż z nas nie zna słów „A dlaczego masz takie duże oczy?...” etc.? Jednak dlaczego dzisiaj postanowiłem zarekomendować kolejną wersję tej opowieści? Odpowiedź nasuwa się od razu po otwarciu tej konkretnej książki. „Czerwony Kapturek” wydany przez Wydawnictwo Olesiejuk posiada w sobie nadzwyczaj piękne i niezwykle sugestywne ilustracje Francesci Cosanti, włoskiej rysowniczki specjalizującej się w książkach dla dzieci. I choć na polskim rynku znana jest jeszcze z własnej interpretacji opowieści o „Jasiu i Małgosi”, nie powinno się przechodzić obok tych książek obojętnie. Ilustracje F. Cosanti wykonane są różnymi metodami – mamy tutaj połączenie rysunku z odbitkami prawdziwych liści. Daje to poczucie współczesności tej książki i nie ociera się o infa...

Mimowie starożytnego Rzymu

Obraz
Dzisiaj cofniemy się w czasie. Pobuszujemy po Cesarstwie Rzymskim i ulicach Wiecznego Miasta, byście mogli ze spokojem odpowiedzieć na modne współczesnie pytanie, kiedy ostatnio myśleliście o Imperium Rzymskim? 😉 Jako amator historii starożytnej, a zwłaszcza tej dotyczącej rzymskich cesarzy, postanowiłem zagłębić się w temat storytellingu antycznego i przyjrzeć się tradycjom, jakie zakorzeniły się w naszej kulturze i które to wywarły wpływ na nasze codzienne postrzeganie sztuki opowiadania. Nie będę się skupiał tutaj na zawodowym czy profesjonalnym aktorstwie tamtych czasów, lecz na subtelnej sztuce opowiadania, oratorstwa czy recytacji.  Pewnym jest, że odróżniano aktora od retora – te dwa zawody (mimo tak wielkiego podobieństwa) posiadały odrębne statusy i rozumienie. Retor, mówca, orator miał za zadanie przemawiać klarownie i inteligentnie. Aktor zaś miał przyzwolenie na kierowanie się emocjami, wygłupy czy „dzikie harce” sceniczne. Dobrze opanowana sztuka retoryki była swego r...

Podróże z Wonsem 07 - Słoń z rzymskiego placu

Obraz
Pozostańmy jeszcze na moment w klimatach „zoologicznych”. Dzisiaj poznajcie historię słonia, pomnika znajdującego się przed rzymską bazyliką Santa Maria sopra Minerva. W 1665 r. w ogrodzie zakonu Dominikanów wykopano egipski obelisk, który tak spodobał się papieżowi Aleksandrowi VII, że postanowił wyeksponować go w przestrzeni miejskiej. Pytanie tylko brzmiało – jak? Ogłosił więc architektoniczny konkurs, który wygrał znany rzeźbiarz Lorenzo Bernini, który to zaś zaproponował, by obelisk stał na grzbiecie słonia, symbolu mądrości, szczęścia, stateczności i spokoju. Papieżowi spodobał się ten pomysł, lecz pewien dominikański zakonnik miał duże wątpliwości co do tego, czy rzeźba słonia będzie w ogóle w stanie utrzymać ogromną pozostałość po dawnych Egipcjanach. Zaalarmowany tą myślą papież nakazał Berniniemu przekształcić projekt, ten zaś mocno poddenerwowany dodał klocek pod brzuch słonia, by ten wydawał się bardzie…stateczny. Jednocześnie celem uratowania wyglądu rzeźby wydłużył słonio...

Biblioteczka z Wonsem - W podróż z Pandą i Smokiem

Obraz
 Oj, długo zastanawiałem się nad zarekomendowaniem tej książki. Nie dlatego żeby miała być zła. W żadnym wypadku. Bardziej chodziłoby tutaj o pewien sposób prowadzenia w niej opowieści. A raczej niemalże jej brak. „Wielka Panda i Mały Smok” wydana przez Wydawnictwo Albatros to wyjątkowa książka, ale stanowczo bardziej dla dorosłych niż dzieci. Dlaczego? Przekonajcie się. Do przygód Pandy i Smoka bardzo często wracam. Nie dlatego, że chciałbym zagłębić się w meandry jej fabuły. Fabuły tu w zasadzie nie ma. I można zresztą zamknąć ją w jednym zdaniu – spokojna Wielka Panda poznaje poddenerwowanego Małego Smoka i razem podróżują przez cztery pory roku. Jednak co czyni tę książkę wyjątkową, to magia ich przygód. Magia która znajduje się w krótkich, kilkuzdaniowych dialogach lub monologach każdego z bohaterów. Dodatkowo każdej rozmowie, każdemu postojowi czy myśli towarzyszy piękna, inspirowana sztuką azjatycką ilustracja. Ta książka to skarbnica mądrych, buddyjskich myśli, które proszą...

ĆMA z Nowego Yorku

Obraz
Choć o tradycjach snucia opowieści w Ameryce Północnej byłoby można pisać przez lata, dzisiaj skupię się na czymś bardziej współczesnym – pewnej „ćmie”, która przybyła do światła z potrzeby chwili, a która obecnie jest wielkim storytellingowym projektem ogarniającym cały świat. Organizacja „The Moth” powstała w 1997 r. w Nowym Yorku. Założył ją poeta George Dawes Green, który chciał wskrzesić w sobie uczucia, których doznał w swojej małej ojczyźnie, stanie Georgia, kiedy to wraz z grupką przyjaciół, siedząc wieczorem na werandzie jego domk, opowiadali sobie wzajem prywatne historie, a którym to „przysłuchiwały się”, latające wokół lampy ćmy. Green sam nazwał siebie ćmą, którą przyciąga światło opowieści, zorganizował więc podobne spotkanie w Nowym Yorku. Najpierw wydarzenie miało charakter prywatny – działo się wśród grupki znajomych w mieszkaniu poety. Później grupka storytellerów zaczęła prędko się rozrastać, więc musieli przenieść się do pubu. W samym zaś pubie obcy ludzie z chęcią ...